» 2007 » lipiec FanClub Beyoncé Polska | Największa Polska strona o Beyoncé wp_head(); ?>

BEYONCÉ POLSKA

OSTATNIE ZDJĘCIA
» Zobacz więcej zdjęć w naszej galerii. Mamy już ponad 230,000+ zdjęć i ciągle dodajemy nowe!
NOWY ALBUM!

POLECAMY
INFO. O STRONIE
FANCLUB BEYONCE POLSKA (beyonce.com.pl)
Działamy od: 4 sierpnia 2011
Zespół‚:Roxi, Nath i Dżasta
Kontakt: kliknij tutaj
Szablon: Roxi
Host: Fan-Strefa.pl | Reklama
Najwięcej online: 394 osoby (25.05.2013)
BEYONCÉ ELITE
ELITE AFFILIATES
OFICJALNE LINKI

 

    

      

      

      

      

      

      

      

      

      

      

        

   

      

 

 

 

Premiera: 08.05.2001
Rok: 2001
Reżyseria: Robert Townsend
Postać Beyonce: Carmen Brown

 

Współczesna i bardzo swobodna, hip-hopowa wersja klasycznej opery Georgesa Bizeta. Piękna czarnoskóra aktorka Carmen (Beyonce Knowles) ma niezwykły talent do wplątywania mężczyzn w kłopoty. Nieoczekiwanie poznaje ona Derrecka (Mekhi Phifer), policjanta z Chicago, który właśnie zamierza się ożenić. Stróż prawa zupełnie traci głowę dla utalentowanej artystki. Niedługo po spotkaniu z nią wchodzi w konflikt z prawem. Jednak prawdziwe problemy kochanków dopiero się zaczną…

 

 

 

  

Premiera: 27.02.2004
Rok: 2003
Reżyseria: Jonathan Lynn
Postać Beyonce: Lilly

 

Czasami człowiek musi odreagować stres związany z pracą, studiami, życiem. Czasami musi się zrelaksować, poczuć się wolnym od zobowiązań i ścigających go terminów. Forma spędzenia sympatycznego, relaksującego wieczoru jest różna. Zależy od upodobań. Ja najczęściej wybieram kino. Zazwyczaj mało wymagające. Do takiego, moim zdaniem, zaliczają się generalnie trzy gatunki filmowe: musical, horror i komedia. Czasami jednak nie mam ochoty oglądania ociekąjacego krwią ekranu, musicali ostatnio jak na lekarstwo, zatem pozostają mi komedie. I któregoś deszczowego wieczora wybrałem się do kina, by zwiększyć własne morale. Grali wówczas film o tytule pasującym raczej do melodramatu obyczajowego: „The Fighting Temptations”. Zasiadłem w fotelu, kurtyna podniosła się i w ten sposób następne półtora godziny spędziłem na głupawej komedyjce sygnowanej przez MTV Productions.

 

 

Film rozpoczyna się krótką historią chłopca, który u boku matki piosenkarki opuszcza rodzinne miasteczko Monte Carlo i udaje się wraz z nią na podbój przydrożnych barów i scen artystycznych. Po latach, dwudziestoparoletni już Darrin (Cuba Gooding Jr.) otrzymuje list i klepsydrę od właśnie zmarłej ciotki. Decyzja wyjazdu na pogrzeb do Monte Carlo w Georgii zostaje przyśpieszona przez szefa firmy, dla której bohater pracuje, a raczej pracował. Wskutek sfałszowania CV Darrin wylatuje z roboty. I tak bohater ląduje w małym, sympatycznym miasteczku gdzieś na południu Stanów Zjednoczonych. Za przewodnika, zapoznającego go z lokalnymi realiami, dostaje Luciusa (Mike Epps), sypiącego dowcipami na lewo i prawo. Po pogrzebie okazuje się, iż Darrin od zmarłej ciotki otrzymał sporą fortunę w spadku. Ciotka swym ostatnim życzeniem zastrzegła sobie jednak, że spadek może zostać zrealizowany tylko wówczas, gdy spadkobierca poprowadzi lokalny chór do zwycięstwa na rokrocznym festiwalu „Gospell Explosion”. Skutek wiadomy. Darrin z licznymi perypetiami dąży do stworzenia czegoś co choćby średnio z chórem miało wspólnego. Z braku chętnych do śpiewania angażuje przestępców z tutejszego więzienia (T-Bone, C. Cole, M. Jordan). Mimo to chór nadal jest marny. Zmęczony już tym wszystkim niemal się poddaje, lecz wtem po latach spotyka swą dawną milość Lilly (Beyonce Knowles). Dziewczyna okazuje się być utalentowaną piosenkarką i wstępuje za prośbą Darrina do chóru. Niestety sprawy przybierają zły obrót. Kłótnie i prywatne wycieczki powodują, że chór przejmuje wścibska dewotka Paulina (LaTanya Richardson) i to ona ma zamiar nim podyrygować podczas „Gospell Explosion”. Nie zdradzę dosyć oczywistego zakończenia, tylko ze względu na formalność. Pozostawię je widzom.

 

 

Scenariusz jest głupi. Po pierwszych dziesięciu minutach każdy widz może przepowiedzieć kolejną scenę. Zakończenie jest oczywiste. Są tu standardowe zwroty akcji. Mamy tu miłość, poświęcenie i przyjaźń. Coś takiego na pierwszy rzut oka mogłoby odstręczać, gdyby nie muzyka. To ten element powoduje, że film ogląda się przyjemnie, że wręcz traktujemy go jak dobre i zabawne widowisko. Sceny ekstatycznego śpiewu w Kościele Baptystów, gospell w wykonaniu tradycyjnym i nowatorskim. Rap, R&B i soul wpleciony w słowa biblijne powodują, że muzyka jest tu oryginalna i nie nudzi. MTV zatrudniło wielkie gwiazdy muzyczne, by wystąpiły w filmie. Spośród nich wymienię tylko pop piosenkarkę Beyonce, raperów T-Bone i Chrisa Cole, piosenkarkę gospell Shirley Ceasar i grupę „Blind Boys of Alabama”, piosenkarzy R&B Montella Jordana i Faith Evans i grupę „The O’Jays”. Muzyka tworzy ten film.

 

 

Aktorstwo jest dobre. Mnóstwo tu ról drugoplanowych. Jak to w filmie dotyczącym kultury murzynów amerykańskich południowych stanów nie brak tu zabawnych dowcipów. Tytanami humoru w tym filmie pozostają wymieniony już „cool guy” Lucius i Miles (Steve Harvey) prowadzący własną rozgłośnię radiową. Niezły jest też Cuba Gooding, gdy np. przychodzi mu bronić powrotu do chóru Lilly (Beyonce). Na stwierdzenie, że owa dziewczyna śpiewa kipiące seksem R&B odparowuje: „Have you forgotten Jesus loved Mary Magdalene? She was a hore!” w obecności wspomnianej. Pozytywnie wyróżnia się też czarny charakter w filmie, mianowicie Paulina (LaTanya Richardson), skądinąd żona Samuela L. Jacksona z jej ekstatycznymi wstawkami duchowych doznań. Niestety, zdolności aktorskie Beyonce nie idą w parze z jej umiejętnościami piosenkarskimi. Gra tu nadwyraz słabo. Niczym jakaś mimoza snuje się po ekranie. Pracy nadkłada dopiero, gdy aktorstwo zmienia się w śpiew. Gooding natomiast pozostaje na swego rodzaju „równi pochyłej”, grywając nawet nieźle, ale sztucznie w coraz słabszych filmach. Tutaj wypada przeciętnie. Gdzieś ów aktor zgubił po drodze swą przebojowość z „Jerry Maguire”. Reżyser Jonathan Lynn („Jak ugryźć 10 milionów”, „Skąpiec”, „Srż. Bilko”) moim zdaniem mógł się bardziej postarać. Ostatecznie film jest przeciętny, z bardzo mizernym scenariuszem i gdyby nie muzyka to odszedłby odrazu w niepamięć. Z drugiej strony to owa muzyka powoduje, iż nawet najtwardszy ateista (Tomasz Jamry) poszedłby do kina, a przynajmniej kupiłby sobie fenomenalną ścieżkę dźwiękową. Tym wszystkim, którzy lubią dobrą muzykę i murzyński humor, serdecznie polecam.